Andrzejki - Zieleniec.

Miło wspominam imprezę z Zieleńca. Na te Andrzejki, wybrałem się z naszą paczką. Jak zwykle było mnóstwo różnych numerów, jeszcze podczas drogi do Kłodzka. Raz nawet kierowca autobusu powiedział, że jeśli nie ustanie dziwny rechot wydobywający się w przedniej części autobusu, to on nie pojedzie dalej, bo to mu rozprasza uwagę. Kiedyś w McDonald's dawano w gratisie małe maszkarony, które pod wpływem wstrząsu odzywały się donośnym szyderczym śmiechem, który po chwili samoczynnie mijał. Kierowca się pieklił, szukał kabelków, a my nic takiego nie mieliśmy. Jakość drogi, pozostawiała sporo do życzenia, więc każda dziura doprowadzała do śmiechu zabawkę, a kierowcę do szewskiej pasji. Klął na czym świat stoi. W obecnych czasach, tak by pewnie nie postąpił. Nie wiedział chyba nawet, czy czasem to my się nie śmiejemy. Andrzejki rozpoczynały się super, bo z pociągu wcześniej nas wyrzucono za inne problemy. Z Kłodzka pojechaliśmy do Zieleńca, choć planowaliśmy do Karłowa, ale u nas tak było nawet na Andrzejkach.