Szczyrk - bez śniegu

Jak pech, to pech. Takich ferii zupełnie bez śniegu nikt z nas sobie nie wymarzył. Cały Szczyrk chodził spoglądając w niebo w nadziei, czy też Pan Buczek się zlituje i spuści na wygłodniały tłum trochę tej manny, którą ten się nakarmi. Co też było w tym Szczyrku robić? Nie pojechaliśmy tam, by siedzieć w pokoju. Ponieważ miasteczko ładne, jest gdzie pójść i co zobaczyć, to zaczęliśmy intensywne zwiedzanie. Zobaczyliśmy i sanktuarium Na Górce, miejce objawień Maryjnych, i kościół świętego Jakuba i generalnie wszystko to, co do zobaczenia się nadaje i nas interesowało. Potem ruszyliśmy w okolice, do Bielska-Białej i Żywca, i nawet chcieliśmy pojecha gdzieś indziej, ale stwierdziliśmy, że należy połazic po górach. Z przewodnika Szczyrk, który kupiliśmy w miejscowym kiosku, dowiedzieliśmy się jakie miejsca warto zobaczyć. Chcąc, nie chcąc wyszliśmy na szlaki i zaliczyliśmy Babią Górę oraz Szyndzielnię. Pod koniec pobytu spadło na tyle dużo śniegu, że mosliśmy jeszcze trochę poszusować.