Pobierowo - pobierowo....

Każde wakacje spędzałem w Pobierowie wcześniej z rodzicami, a potem jako dorosły człowiek ze swoją własną rodziną. Już wjeżdżając za tablicę Pobierowo czuło się magię tego miejsca i dlatego wracałem tutaj całe życie jak bumerang. Moja żona też uwielbia wylegiwać się na rozgrzanym piasku, a wieczorem posiedzieć długo w noc w jakimś ogródku piwnym, dyskutując o czymś żywo z nowym, poznanym niedawno towarzystwem. Do Pobierowa przyciągała nas też wspólna miłość do pływania. Moja żona była niegdyś świetną pływaczką i gdyby przez ciąg różnych niekorzystnych okoliczności nie zarzuciła treningów, to na pewno byłaby światowej rangi sportowcem. Nieraz robiliśmy sobie zawody wypływając do kilometra i dalej wgłąb morza, do momentu, aż mojej żony nie złapał potworny skurcz. Pobierowo majaczyło gdzieś w oddali przed nami i tylko szczęście, że nie wypłynąłem przed nią, a byłem obok. Miałem przy sobie szpilkę i widząc co się święci podałem ją żonie. Ona wbiła ją sobie w mięsień i skurcz minął. Od tej pory, choć jesteśmy dobrzy, pływamy tylko po akwenach strzeżonych.
Podobne arytkuły